Geniusz fortepianu, jeden z moich ulubionych muzyków jazzowych. Geniusz, bo jak nazwać inaczej trzyletniego chłopca grającego na fortepianie, a kilka lat później komponującego? Wspaniały improwizator.
Grał w zespole Charlesa Loyda, a później krótko z Milesem Davisem. Podobno to w jego zespole, Keith polubił elektryczny fortepian. Nagrał wiele solowych płyt dla ECM, jak również ze Standards Trio: z basistą Garym Peacockiem i perkusistą Jackiem DeJohnette'em.
Podobno jego kompozycja z 1975 roku - "The Köln Concert", jest najlepiej sprzedającą się solową płytą w historii jazzu. Ostatnia jego płyta to zapis dwóch koncertów, bardzo osobisty "Testament". Miejmy nadzieję, że jest to tylko pożegnanie z żoną, a nie z muzyką.
Jeśli ktoś jeszcze nie zna jego muzyki, to proszę wysłuchajcie koncertu z Köln. Ciary na plecach, łza w oku i uśmiech na buzi. Sama radość. Ach, za to właśnie kocham muzykę!
piątek, 7 maja 2010
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Koln, La Scala, Paris, Testament - nie wiem w sumie co lepsze.
OdpowiedzUsuń na zawszeA 25 maja wychodzi "Jasmine" w duecie z Hadenem. yummy!
Nigdy mi się chyba ta muzyka nie znudzi :)
OdpowiedzUsuń na zawszeach, to czekam na "Jasmine"!
OdpowiedzUsuń na zawszeMógłby znowu przyjechać do Polski, nie udało mi się nigdy wcześniej być na jego koncercie, a to musi być niezapomniane przeżycie ...
OdpowiedzUsuń na zawszeUspokaja mnie jego fortepian... również poczekam na Jasmine bo i Haden i Jarret- to musi być piękne!
OdpowiedzUsuń na zawszeFrom Jarret's fan to Jarret's fan, I recommend his latest album with Charlie Haden: Jasmine. In a few words: As simple as beautiful.
OdpowiedzUsuń na zawszeI meant "Jarrett".
OdpowiedzUsuń na zawsze