piątek, 7 października 2011

Cross Culture


Za nami najpiękniejszy tydzień września, mianowicie ten, w którym odbył się warszawski festiwal "Skrzyżowanie kultur".
Chyba nigdy nie dostałam tak pozytywnego kopa, jak podczas tych kilku koncertów, na których byłam.
Niesamowita energia, podróż w dalekie zakątki świata, fuzja dźwięków, emocje.
Wybrałam się głównie ze względu na koncert Sary Tavares i tu się nie zawiodłam, choć bałam się troszkę, czy porwie tak publikę, jak występujący przed nią Idan Raichel Project z Izraela. Idan i jego band, to był spontan jakich mało, jazda bez trzymanki, radość do zenitu. Wszystko takie prawdziwe, szalone i spontaniczne. 
Zachwyciła mnie Aynur Dogan, kurdyjka o pięknym głosie. Wcześniej jej nie słyszałam, ale od pierwszych dźwięków oczarowała mnie. Jak dobrze, że są takie festiwale i takie koncerty.
Wczoraj natomiast odwiedził Warszawę po raz kolejny John Scofield z zespołem. Po Cross Culture, nie byłam pewna czy mam ochotę na koncert jazzowy, ale Scofield przywiół ze sobą znakomitego pianistę i wokalistę - Nigela Halla i ten zmienił wszystko. Zrobiło się soulowo, bluesowo, chwilami funkowo. Hall grała na moogu i hammondach, co chwilę zmieniał instrumenty. Choć nie był to typowo jazzowy koncert, jakie do tej pory grał Scofield, mnie to wcale nie przeszkadzało.
Po zespole z Nowego Jorku, przyszedł czas na podróż do Bamako z duetem Amadou & Mariam. Było przyjemnie i pozytywnie. Po prostu dobra zabawa.

Moja podróż po świecie muzyki się kończy... Nie, nie, co ja mówię? Ona nigdy się nie skończy! Ona wciąż trwa!